Z Serbów po mistrzostwo Dolnego Śląska11-letnia Sara podbiła parkur |
| 11.08.2026. Radio Elka, Leszek Wspaniały | ||||||||||||||
Dyżurny reporter: 667 70 70 60 Stajnia Serbinowo nie jest wielkim ośrodkiem jeździeckim, ale jej zawodniczki pokazują, że również z niewielkiej miejscowości można sięgnąć po wojewódzkie laury. Podczas Mistrzostw Dolnego Śląska w skokach przez przeszkody trzy reprezentantki stajni rywalizowały z najlepszymi zawodniczkami w swoich kategoriach. Zawody trwały trzy dni. - W niektórych kategoriach na starcie pojawiało się nawet około 60 zawodniczek. Aby znaleźć się w finale, trzeba było najpierw przejść przez kolejne konkursy i eliminacje, a później walczyć o jak najlepszy wynik w decydujących przejazdach - mówi Magdalena Mazurkiewicz, właścicielka Serbinowa. Najlepiej spisała się 11-letnia Sara Szymańska, która wywalczyła tytuł mistrzyni Dolnego Śląska. - Wierzyłam, bo bardzo szykowałam się do tego startu. Bardzo się starałam, żeby jednak ten sukces odnieść - mówi młoda zawodniczka. Sara swoją przygodę z jeździectwem rozpoczęła sześć lat temu. Wszystko zaczęło się od jednej wizyty z rodzicami i obserwowania jeźdźców. - Zobaczyłam, jak taka pani jeździ na koniach i poprosiłam mamę, żeby mnie zapisała. I tak to się rozpoczęło - wspomina. Na Mistrzostwach Dolnego Śląska startowała na dwóch koniach. Każdy dzień zawodów rozpoczynał się dla niej bardzo wcześnie. - Wstawaliśmy o piątej rano codziennie, żeby jeszcze koniki dostały jedzenie i potem były starty. Ja startowałam na dwóch koniach, więc też byliśmy bardzo zmęczeni - opowiada Sara. W skokach przez przeszkody liczy się nie tylko bezbłędne pokonanie parkuru. Ważny jest również czas. Jeździec musi odpowiednio sterować koniem, przyspieszać w odpowiednich momentach i wybierać optymalny tor jazdy. - Trzeba skracać sobie trochę zakręty i tam właśnie tempo też się bardzo liczy - tłumaczy 11-latka. Tytuł mistrzyni Dolnego Śląska jest kolejnym dużym sukcesem Sary. Wcześniej podczas zimowych halowych mistrzostw Dolnego Śląska zdobyła srebrny medal. Bardzo dobrze spisała się również 15-letnia Jagoda Jurek z Ruszowic. Na swoim koniu Etna zajęła czwarte miejsce, meldując się w ścisłym finale w gronie około 60 zawodniczek. Dla Jagody ten wynik ma szczególne znaczenie. Zawodniczka wracała bowiem do rywalizacji po rocznej przerwie spowodowanej kontuzją konia. - Ja się bardzo cieszę z mojego czwartego miejsca, bo jestem po roku przerwy i po roku kontuzji mojego konia. Miał kontuzję przez rok i to, że w ogóle wróciliśmy do jazd, bardzo mnie ucieszyło. To czwarte miejsce było dla mnie czymś nieosiągalnym i udało się - mówi Jagoda. Podczas zawodów nie wszystko układało się jednak po myśli reprezentantek Serbinowa. Aleksandra Juchnowska pierwszego dnia zaliczyła upadek podczas przejazdu. 15-letnia zawodniczka z Głogowa przyznaje, że wpływ na jej przejazd miał również stres. Mistrzostwa były dużą imprezą, a parkur wyróżniał się kolorowymi i nietypowymi przeszkodami. - Koń też był taki rozproszony, bo to jednak zawody takie były, bardzo kolorowe przeszkody, bardzo fikuśne. Ale nic się na szczęście nie stało, ani mi, ani koniowi - opowiada Aleksandra. Najważniejsze było jednak to, co wydarzyło się później. Po upadku Ola nie zrezygnowała ze startów. Następnego dnia wróciła na parkur i zaliczyła bardzo dobry przejazd - bez zrzutek i z dobrym czasem. - Był jednak strach przed tymi przeszkodami, żeby nic takiego się drugi raz nie wydarzyło. Ale na szczęście nic takiego się nie stało. Bez żadnej zrzutki, na czysto, też dobry czas był - mówi. Dla trenerki to właśnie takie momenty są równie ważne jak medale.- To jest sport zespołowy. Pod każdym kątem trzeba tutaj patrzeć na samopoczucie konia czy jeźdźca. Nie zawsze to się wszystko zgrywa ze sobą - mówi trenerka Teresa Michalska. Jak dodaje, koń jest wrażliwym zwierzęciem i podobnie jak człowiek może mieć lepszy lub gorszy dzień. Dlatego w skokach przez przeszkody potrzebne są nie tylko umiejętności, ale także odpowiednie przygotowanie psychiczne i odwaga. - To jest trudna dyscyplina sportowa. Na pewno to trzeba po prostu czuć. Trzeba się na pewno też nie bać, bo to jest sport dla odważnych - podkreśla Michalska. - Liczyłyśmy na to mistrzostwo, bo dziewczyny były naprawdę dobrze przygotowane. Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Jedna zawodniczka miała swój wypadek. Całe szczęście nic się nie stało i pojechała dalej i pokazała, że można po prostu po takim upadku wstać i pojechać - mówi. W Serbinowie już myślą o kolejnych startach. Młode zawodniczki mają ambitne plany, a trenerka liczy, że w przyszłości będą rywalizować również w jeszcze wyższych konkursach. Jedno jest pewne - z Serbów na dolnośląskie parkury wyjechały zawodniczki, które nie tylko potrafią skakać wysoko, ale również walczyć do końca. Warto dodać, że stajnia w Serbach jest ośrodkiem certyfikowanym przez Polski Związek Jeździecki.
reklama
| ||||||||||||||
reklama
reklama
reklama

















667 70 70 60


