Nie odwrócił wzroku...Kierowca PKS-u stanął w obronie chłopca |
| 29.10.2026. Radio Elka, Iwona Mierzwiak | |||||||||||||||||||
Dyżurny reporter: 667 70 70 60 Wszystko zaczęło się na jednym z przystanków. Krystian Furtek, kierowca PKS-u Lubin, zauważył chłopców, którzy z dużym entuzjazmem zareagowali na przyjazd autobusu. Szybko zorientował się, że nie chodzi o zwykłe powitanie. W autobusie zaczepki i nawoływania były coraz bardziej natarczywe. A chłopiec, którego dotyczyły, wyraźnie nie chciał mieć z nimi kontaktu. - Pomyślałem, że wysiądę z kabiny i podejdę do tego chłopca i zapytam, czy oni mu dokuczają. No i tak zapytałem. On tak popatrzył na mnie, z tymi łzami w oczach, i powiedział, szepnął pod nosem, że tak - opowiadał Krystian Furtek, kierowca PKS Lubin. Kierowca nie wahał się długo. Poprosił chłopców, żeby opuścili autobus i poczekali na kolejny kurs. Nie przekonały go tłumaczenia, że chcieli się tylko zapoznać z rówieśnikiem. Zaufał temu, co zobaczył w oczach chłopca. Po wyjściu z autobusu młodzi pasażerowie jeszcze podbiegli do szyby i zaczęli w nią pukać. Kierowca zatrąbił i odjechał. Ale na tym historia się nie skończyła. - Nawet się nie spodziewałem, że chłopiec do mnie podejdzie. Podszedł do mnie z takim drżącym głosem, cichym. Podziękował mi. Ja zwyczajnie powiedziałem, że nie ma za co - przyznał pan Krystian. Kierowca poprosił chłopca, żeby opowiedział o wszystkim rodzicom. Zapowiedział też zgłoszenie sprawy dyspozytorni i zabezpieczenie nagrania z monitoringu. Chciał, żeby tej sytuacji nie zamieciono pod dywan. Jego postawę docenia również pracodawca. Prezes lubińskiego PKS-u podkreśla, że w tej historii szczególnie ważne jest to, że nikt inny nie zdecydował się zareagować. - Nikt w autobusie nie wstał, nie ruszył się, a on nie zastanawiał się po prostu, kiedy mógł zareagować. Dobry charakter i dużo serca. [...] To zachowanie z tymi trzema chłopcami było tego najlepszym przykładem - podkreślił Kazimierz Ziółkowski, prezes PKS Lubin. Sam Krystian Furtek nie uważa się za bohatera. Przypomina jednak, że granica między żartem a nękaniem jest bardzo cienka. Szczególnie wtedy, gdy śmieje się cała grupa, a po drugiej stronie jest ktoś, kto nie potrafi się obronić. - Ja ogólnie nie czuję, żebym zrobił coś nadzwyczajnego. Dla mnie to jest zwykłe, normalne, takie ludzkie podejście, żeby nie wyrządzać komuś krzywdy - dodał kierowca. Czasem nie potrzeba wielkich słów ani bohaterskich gestów. Wystarczy zauważyć, że komuś dzieje się krzywda, i nie udawać, że nic się nie stało.
reklama
reklama
| |||||||||||||||||||
reklama
reklama
reklama
















667 70 70 60


